Uwielbiam torty. Takie wyszukane. Sławne, niekoniecznie pracochłonne, ale eleganckie i ze swoją „historią”. Torty piekę (jak i inne ciasta) w małych tudzież średnich wersjach, bo dobry tort zaspokoi nas jednym kawałkiem. A po co ma kusić ;)

Z okazji urodzin zrobiłam tort stworzony na cześć rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej, która w drugiej połowie lat 20-tych miała tournée w Australii i Nowej Zelandii. I tu pojawia się konflikt, pomiędzy obydwoma państwami, które twierdzą, że to u nich wymyślono deser. Tak czy siak, tort swym wyglądem nawiązuje do wyglądu tiulowej spódniczki, wyszywanej zielonymi różyczkami, którą miała na sobie Pawłowa podczas występów w Jeziorze Łabędzim. Ciasto składa się z bezowego spodu i bitej śmietany udekorowane owocami kiwi. Oczywiście powstały wersje z innymi owocami (truskawki, brzoskwinie, maliny), jednak według mnie lekko kwaskowy smak kiwi idealnie pasuje do słodkiej śmietany i bezy. Widziałam również czekoladową Pavlove, ale jednak pozostanę przy klasyku.

Tort pyszny, a do tego łatwy w przyrządzeniu i mało pracochłonny. Ponadto zdeklarowany mięsożerca, w sensie mój tata, stwierdził, że tort jest pyszny i wziął dokładkę!

I tu powinnam podać przepis. Ale nie podam. Ponieważ, jestem w trakcie poszukiwania idealnego przepisu na bezę. Tort mi wyszedł w smaku pyszny, ale mojego zmysłu estetyki nie usatysfakcjonował. Od razu napisze, że dodawanie do bezy pudru (robibiłam wg przepisu z ugotuj.to) jest głupim pomysłem. Beza siada, jest lejąca się przed pieczeniem. Upiekła się ładnie – chrupiąca z zewnątrz i lekko wilgotna w środku, jednak to nie to co bym chciała.

Mam zamiar eksperymentować z każdym wolnym białkiem, i wtedy wrzucę przepis. Mam zamiar eksperymentować z innymi tortami, ale też wg orginalnych receptur :) Torty to chyba jedyna „działka” w których czegoś nie mieszam :D